sobota, 14 listopada 2015

Matka na podsłuchu....

            W życiu każdej matki są momenty gdy z utęsknieniem czeka aż jej pierworodne latorośle wyda na świat pierwsze świadome " mama" no i powiedzmy że "tata", choć nie oszukujmy się to " tata" będzie w słowniku malucha  zdecydowanie rzadziej używane. A najczęściej w związku z zapytanie " tata? gdzie mama?". Po tym pierwszym " mama" idzie z górki... Baba,ko, daj, am, NIE! - nagminnie nadużywane. Zmęczona domysłami na temat kolejnego warkotu płynącego z ust nieświadomego swojego niemoctwa maleństwa, zapragnie w końcu usłyszeć choć 2, 3 wyrazowe, choćby kalekie zdanie. I pada w końcu wyczekiwane " mamo! sio sąd! tam!". Matka ręce załamuje, skąd to to wzięło to "sio", czego to piosenek nie śpiewa, tylko głupoty powtarza. Ano właśnie! POWTARZA! Nadszedł ten sądny dzień! Dziecko słuchało te 2,5l czy tam trzy i teraz ono ci matko powie... Coś Ty po kątach szeptała, co ci się "wypsnęło" przy zacięciu w palec, co tatuś zaklął przy oglądaniu meczu, i jak ochrzcił tą " babę" wciskającą się przed jego auto na autostradzie. O teraz będzie... Dziecko słuchało, zakodowywało, ćwiczyło wszystkie " krrr..., wrrr" i inne mocne akcenty. I w końcu usłyszysz... 

             Steff ogląda bajkę. Mamilla wymknęła się do sypialni, wyciąga stroje wyjściowe. W końcu może bez nadzoru córci (oraz pytania o cyce, szarpania za bieliznę, chowania się do szafy i żądań " ja teś chcem śuknie!)  przez 3 min przepatrzeć w czym może się skompromitować na weselu koleżanki - oczywiście tej jeszcze pięknej i szczupłej, niedzieciatej, co z tego że równolatki, może nikt nie zauważy. Mamilla w nadziei wciska na siebie "najlepsze" z najgorszych, bo te bezpieczne "kamuflarze". Szamoce się biedna z zamkiem i z jedną łapą nad głową a drugą między cycami próbuje bezszelestnie i expresowo dokonać przymiarki. I dupa, sukienka nie włazi, za to włazi Steff. Opiera łapencje w miejscu gdzie kiedyś po matce w spadku odziedziczy biodra i z mega zmarchą na czole, pojawiajacą się przy ściągniętych brwiach ( fcuk identyko jak u matki), lustruje wnętrze sypialni . Mamilla kuli się w sobie, zamiera,  może w słabym świetne gadzina jej nie wypatrzy. Ale gdzież tam... Mamilla słyszy gromkie: "Oooo! Co tu robi? Mamo! Sio stąd! Juś do pokoju!" i głośno tupiąc odmaszerowuje z sypialni. Mamilla bije się z myślami, nie gorzej niż z sukienką... Wie że to dopiero początek. 

czwartek, 22 października 2015

Nietykalne... Niewidzialne...

             Mamilla chciałaby czasem aby Steff była niewidzialna. Gad Mamilllowy za bardzo rzuca się w oczy. Dziecko brzydkie, marudzące, niesforne też rzuca się w oczy, tak samo jak to  niezwykłej urody, śmiałe i bystre. Steff jest tej drugiej kategorii. Nie to żeby Mamilla w pychę obrosła jakie to ona ma dziecko naj, o nie... To by było za proste - matka sądzi że jej dziecko jest " naj", no a która tak nie sądzi o swoim? Steff rzuca się w oczy, za bardzo... Wyróżnia się. Jest wielbiona przez tłumy starszych pań i panów w podeszłym wieku. Przyciąga wzrok zachwyconych jej słodkością nastolatek. Czym i dla czego? A bo Mamilla wie?
            Autobus miejski to dla Mamilli miejsce gdzie ćwiczy swoją cierpliwość i silną wolę, aby komuś nie odpysknąć, albo nie stać się złośliwą małpą. Wolne miejsce obok Mamilli i Steff zawsze zajmuje jakaś "miła" starsza pani/pan/nastolatka. O ile nastolatki mówią "jaką ładną ma Pani córcię" czy " jakie Ty masz piękne oczy" ( of corse do Steff ;) o tyle gorsze są staruchu bo chcą znać historię życia, podróży i ewentualnych planów na przyszłość dziecka Mamillowego.
Czy zdarzyło Wam się drogie mamy, że zaczepiały Was w młodości starsze Panie i prawiły dyrdymały o Waszej urodzie? Ubraniu? Zachowaniu?  Wypytywały gdziesz to jedziecie i z kim i po co? A na co wam, to czy tamto, co akurat macie ze sobą, na sobie, przy sobie? Toż to jawne przesłuchanie. Na cholirę wiedzieć osobnikowi Wam nieznajomemu po grzyba gdzieś jedziecie? Z kim? I czy robiliście dziś już kupkę? HE? No po co? Czego ktoś wypytuje Wasze ledwo sensownie składające zdania 2,5 - 3letnie dziecię gdzie to je matka/ojciec/babka wiezie? Ja się pytam kto dał obcym babom prawo przepytywania dziecka Mamillowego i jakiegokolwiek innego? Kto dał ludziom prawo naruszania nietykalności dziecka, wyciągając do niego łapę żeby złapać za rączkę, za nóżkę, pogłaskać po główce?
             Uczy się maluchy żeby nie rozmawiały z nieznajomymi, nie ufały ludziom których nie znają, nie wsiadały do obcych samochodów, nie brały od nikogo słodyczy. No jak ma się to wszystko do tego zaczepiania dzieci? A bo małe takie fajne... Bo słodkie, bo to nie da się nie pogłaskać, nie wyciągnąć łapy "na cześć" nie mrugnąć okiem. Jak to się nie da? Niedźwiedzie też są fajne, ładne słodkie a nie lecisz i nie ściskasz się z nim przy spotkaniu w lesie. Dziecko samo się nie obroni, nie umie dosłownie powiedzieć " odpieprz się". Maleństwa tulą się w mamine ramiona, zakrywają dłońmi oczy, inne zaczynają marudzić i kwilić bo ta czy tamta pani czy pan wyciągają do nich łapy. No a co Ty byś dorosły człowieku zrobił, jakby obcy chłop czy baba złapał Cię za rękę? Uszczypnął w policzek czy pogłaskał po głowie? Czy każdemu kto nas zapyta, od tak na ulicy o cel naszego spaceru, opowiemy gdzie z czym i po co się udajemy? Zdradzamy nasz dane personalne i teleadresowe?
              Mamilla nie rozumie zachowania takiego wobec dzieci. Dziecko czy ładne czy brzydkie, grzeczne czy rozrabiające nie powinno samo w sobie być pretekstem do jakichkolwiek zaczepek. Steff potrafi już mówić "odczep się", przeszkoliła ją babka. Potrafi osobie obcej, która pogłaska ją po głowie powiedzieć " hej! to moja gowa (głowa), ręka, noga..." - co ma być równoznaczne z tym że nie chce być dotykana przez obcych, bo to jej ciało. Sama nikogo dorosłego nigdy nie zaczepia, nawet do dzieci ma dystans. Zaczepiana chowa się za Mamillą, zakrywa się Mamillowymi rękami, nie odpowiada na pytania i zaczepki. Ma do tego prawo. Jest tylko nieufnym dzieckiem, ma prawo być zawstydzona, przestraszona i ma prawo do nietykalności nie tylko tej cielesnej ale i słownej. Nie musi obcej babie nie pytającej jej matki o zgodę odpowiadać na żadne pytania, a matka ma prawo chronić swoje dziecko przed wścibską osobą postronną.
              Mamilla mówi NIE, zaczepianiu i przesłuchiwaniu dzieci. Mamilla mówi NIE głaskaniu i dotykaniu. Mamilla jest na NIE, dla oceniania MOJEGO dziecka, przez osoby obce. Traktujmy dzieci jak równe nam, dorosłym w nietykalności i wolności osobistej.

sobota, 22 sierpnia 2015

Ehem... Ktoś tęsknił?

Ehem ehem... Ktoś tęsknił? Nie... A szkoda.
Pusto i głucho...
A Mamilla nie wie za jakie TOP Trendy Parentingu wakacyjnego się wziąć.
Odpieluchowywanie? Jak przeżyć wakacje z dzieckiem? Czy posłać i w czym dziecko do przedszkola/szkoły? A może gołe pupy na plaży? Hm... Ciężka sprawa..
Ale co tu dużo mówić, prawie wszystkie tematy u Mamilli w czasie nieobecności blogowej były przerobione ;)

To tyle ;) Ciau ;)

niedziela, 19 lipca 2015

Nie ucz dziecka czułości!

                Pamiętaj! Nie ucz dziecka czułości! Całusów, przytulania, podawania rączki na przywitanie, obejmowania i innych przejawów czułości! Mamilla pisze to z całą świadomością absurdalnego oddźwięku, nie ucz dziecka czułości wobec obcych! OBCYCH! Dzieci na placu zabaw, w piaskownicy, spotkanych na spacerze zwierząt i dorosłych mijanych w sklepie. 
                 Mamilla i Steff są z Babą na zakupach. Targ, żwirowa alejka, niewiele ludzi i upał. Steff prowadzona jest za rękę, na zmianę Mamillową i Babkową. Oglądamy towar, Steff grzecznie stoi, ale dostrzega jakieś 3 metry dalej bawiącą się dziewczynkę. Wyczekująco patrzy na Mamillę. Prosta droga, wszystko widać jak na dłoni, zero potencjalnego zagrożenia. Mamilla zgadza się aby Steff podeszła bliżej na oko niewiele starszej dziewczynki. Steff podchodzi i obserwuje dziewczynkę, Mamilla obserwuje oba szkraby. Nagle dziewczynka wyciąga do Steff rączkę chcąc się przywitać, Steff nieśmiało odwzajemnia dotyk. W tej chwili dziewczynka dosłownie rzuca się z ramionami na Steff i ściska ją za szyję, ciągnie ją do siebie i  obie tracą równowagę, Steff ląduje na oprawcy i leżą jak długie. Matka dziewczynki pojawia się znikąd i  powoli próbuje rozmotać spętane płaczące maluchy. coś mamrocząc. Mamilla jest sekundę później, z sercem na ramieniu zdejmuje Steff z dziewczynki. Czarne łapki oplatają Mamillę. Steff jest w lekkim szoku, bardziej skupia się na podartym bilecie który do tego momentu sobie nosiła w rączkach. Bidulka ma czarne kolana, łapki... Zanosi się płaczem. Mimo że wylądowała na "koleżance" ucierpiała bardziej, jej rączki splecione na szyi dziewczynki posłużyły na poduszkę dla głowy tamtej. Na oko nawet widać że Stefulson odniósł większe obrażenia. Nic nie mówiąc, a Mamilla ma w tej chwili w głowie milion "zjazd" dla sprawczyń zajścia, zabiera Steff do toalety aby obmyć gada ze żwiru. Kolano starte, nadgarstek obity i pokaleczony, żwir miesza się z krwią. Łokieć lekko starty ale nie krwawiący. Buciki w których wędrowała Steff, tragedia... Nadają się tylko porządnego prania. Mamilla jest zła i rozżalona. Zła na siebie że pozwoliła dziecku odejść, zła na dziewczynkę i jej matkę że praktykują takie metody "zapoznawania się". Zła na dzieci w ogóle że mają silny instynkt stadny i wszędzie ciągną do siebie. 
                   Mamusie, nie uczcie dzieci okazywania zbyt wielkiej czułości wobec innych dzieci i dorosłych. O zwierzętach nie wspomnę. Niech dzieciaki wiedzą że buziaki daje się mamie i tacie, a niech tam i babci, ale nie napotkanym sąsiadkom. Niech maluchy nie ściskają innych dzieci przy "ochach" i "achach" zachwyconych wylewem czułości u swoich pociech  - nie każde dziecko lubi być dotykane przez inne dzieci a co dopiero całowane i ściskane. Nigdy nie wiadomo czy drugi maluch nie jest zaziębiony, wrażliwy na dotyk, niema jakiś urazów fizycznych czy psychicznych które po takiej konfrontacji spowodują większy uraz. Szanujmy strefę intymności swojego malucha i innych dzieci, nie zmuszajmy do witania się i całusków, kiedy maluch niema na to ochoty. Nie uczmy malucha że może wyskoczyć do każdego innego szkraba z łapkami i go przytulić, może nie tyle on by nie miał nic przeciwko, ale może jego mama/tata/opiekun ma ale. Jeszcze jednym argumentem jest przytoczona przez Mamillę historia dnia dzisiejszego. Nigdy nie wiadomo co się stanie, a o wypadek z maluchem naprawdę nie trudno.

środa, 15 lipca 2015

Czas...

           Czas wolny... Czy matka ma czas wolny? Czy Mamilla ma czas wolny? Eeee zależy na co i kiedy. Mamilla odkąd została matką, pojęcie "czasu wolnego" pojmuje inaczej niż wcześniej. Teoretycznie przecież każda matka "siedząca" z dzieckiem w domu, niepracująca zawodowo ma czas wolny, czyż nie? Dobre sobie... Wolne może i ma ale od pracy czysto zarobkowej rozumianej jako siepanie 8h dziennie przez 5dni w tygodniu na pensję raz w mc ( przy dobrym układzie), ale niema "czasu wolnego" od bycia matką. Wiec kiedy matka ma czas wolny, jako matka?

         Mamilla ma czas wolny! Jupi! Kiedy? 
1. Kiedy dziecko uda się na drzemkę...
2. Kiedy dziecko bawi się zawzięcie nową zabawką/maluje/ogląda bajkę
3. Kiedy dziecko sprzeda babce/ wygoni z ojcem w teren
4. Kiedy dziecko siedzi w piaskownicy
5. Kiedy dziecko idzie spać...

A jak to wygląda w praktyce? 
           Jeśli któraś z mam ma podobnie jak Mamilla tzw mamoholizm domowy, to w czasie wolnym robi praktycznie to samo co w czasie nie wolnym. Nawet jak dzieciaka niema pół dnia w domu. Tzn, zmywa gary, pierze, sprząta i gotuje z tym że bardziej na lajcie i bez przerw "mamoooo!!! choo!" i innych przecinków spowalniających całą procedurę. Inna bajka to czas kiedy dzieciak idzie spać na noc... Oj wtedy się dzieje, można pazury spiłować bez trucia tyłka że "mamo! I ja!" i konieczności malowania maleńkich paznokietków, można i se kielicha wińska wypić ( u Mamilli raczej się nie sprawdza, gad w nocy się kręci podwójnie niż zwykle jeśli wyczuje matkę na cyku), można obejrzeć film a nie bajkę w TV czy na kompie i w sumie tyle. Lekko się odświeżyć przed nocnym "czuwaniem".  I to i tak lipa bo często wszystko odbywa się kosztem snu, szczególnie gdy dziecko dało "odpocząć" matce przez godzinę w dzień podczas drzemki i sen dał maluchowi +3h do późniejszego pójścia spać. Stara wtedy ma pozamiatane po całości, bo gdy dzieciak jeszcze harcuje i narzeka że skończyła nadawać stacja bajkowa w TV, matka ledwo żyje i łaknie tylko jednego - SNU! Noc zaczyna się zbyt późno aby choć odrobinę z niej uszczknąć "czasu wolnego", człowiek więc odkłada kinowe produkcje szmuglowane w sieci na czasy późnej emerytury i pada jak mucha... Kiedy by to nie było i tak dziecko zawsze wstanie zbyt wcześnie rano, albo zafunduje noc rozrywki w formie cyklicznych pobudek i nawoływania matki przez sen. 
            W piaskownicy/ na placu zabaw niestety nie da się odpocząć jak należy, luksusem jest posiedzenie na ławce przy piaskownicy, niestety częściej kończy się dosłownym kopaniem rowów w piaskownicy. A obciążona psychika z zakodowanym obrazem starty garów do umycia nawołuje do natychmiastowego końca " wypoczynku". Więc ni jak ma się to do czasu wolnego.
            Jakiż z tego morał? Czas wolny Mamilli ustala Stefania Józefina w swojej łaskawości nam panująca, przeważnie na przekór sugestiom matki swej niewolnicy. A jak jest u Was z czasem wolnym? ;)

sobota, 20 czerwca 2015

Dorosłych rozmowy...

             Mamilla ostatnio odkryła że w rozmowach ze starym nie trzeba szyfru, żeby dziecko uchronić od ewentualnego "złego". Stary jest mistrze gadania zagadkami, jego tajny kod jest nie do złamania dla osób które nie łapią w lot i nie składają jak puzzli wyrwanych z kontekstu faktów. Dodatkowe zabezpieczanie w rozszyfrowaniu " wtf on pierdzieli?" stanowi fakt że rzadko rejestruje wypowiadane do niego słowa - jakaś dziwna odmiana wczesnego Alzheimera, zaczęła się objawiać po ślubie...

M - Mamilla
S - Stary
Gadka przez Skype...

M: Używasz tej szafy zewnętrznej?
S: Eee... Ale że jakiej? Ja mam normalną, taką co się ciuchy do środka chowa...
M. Matko, zewnętrzną! No taką... Co sam szkielet jest, Steffowe ciuchy na tym wisiały  w Niemczech.
S: AAA... No gdzieś chyba jest... A po co Ci?
M: To masz czy nie? No po co? No na ciuchy...
S. To nie zabrałem jej do Polski?
M: No jak proszę żebyś przywiózł to chyba raczej jej tu nie mam...
S: Eeee... Zaraz... 

5 min później 
S: No jest, ale niema jednej nogi. Nie ma w piwnicy u rodziców? Pewnie się reszta nie zmieściła i tylko nogę przywiozłem. 
M: Że co???!!! Nic tu niema! Szukaj! A jak nie to może u Twoich rodziców...
S: To się poszuka jak przyjadę... Eeee... Czekaj... Jest noga!
M: Bosh... Weź się tam rozejrzyj może masz jeszcze coś co mi potrzebne a pisałeś że nie zabrałeś bo miejsca brak... A wieszaki na ciuchy Steffowe? Są?
S: Niema, wywaliłem, nie zmieściły się...
M: Kur... Wieszaki? Się nie zmieściły? 20sztuk? Jakbyś nie przywoził dywaników skitrnych w pralce, które miały iść do wywalenia to by się może zmieściły wieszaki! I mata do wanny, i moja skrzynka...
S: Yyy no ale jak dywany do wywalenia? Jak one są u mojej mamy i mama sobie je wzięła.
M: Cooo?? Nie te! Ja mówię o tych białych kudłatych! Miały iść do wywalenia a je do pralki schowałeś, i wlekłeś je na dodatek brudne 1200km!  A zabawki, ze szmatami co też miały iść do wywalenia przywiozłeś w piekarniku! 
S: Eee... Tak? To ja nie wiem, dawno to było... Nie pamiętam. Chcesz lampę? Przywieźć?
M: Że co?! Która? Brązową? Przecież stoi u nas w sypialni....
S: Nie ta... Ta wysoka... Stojąca....
M: Bez klosza?! Przecież miałeś ją zostawić w starym mieszkaniu... Jeżu...

Ps. Kiedyś już byłą gada o odkurzaczu. Prośba o przywiezienie spotkała się z odmową. Powód? Odkurzacz został sprzedany? Wtf???!!!

środa, 17 czerwca 2015

Problem bo nie masz problemu...

            Problemy matek bywają różne. Niektóre mają prawdziwe problemy, inne tworzą problemy na własne życzenie, a jeszcze inne mają problem z tym że inna rodzicielka niema problemy z tym w czym one widzą problem. 
Jak to możesz nie widzieć problemu z tym że dziecko 1, 5, 15 mc nie przesypia całej nocy? 
Jak Ty możesz nie mieć problemu z tym że roczniak nie chce siadać na nocnik?
Jak Ty możesz jeszcze pozwalać dziecku ponad rocznemu pić z butli?
Jak można pozwalać spać/zasypiać ze smokiem?

           Itd itp... O butlach, cycach, smokach i im podobnych można godzinami, tylko po co?

           A wynajdywanie innym mamom problemów w ich systemie wychowywania malucha to już szczyt. 
          Jeśli matka karmiąca cycem do 3 roku życia nie widzi w tym nic złego, to jej sprawa nie robi tego Twoimi piersiami.
          Dlaczego piętnowana jest matka która wstaje w nocy na każde jękniecie malucha? Która nie pozwala mu płakać za długo? Ciągle modna jest tresura niemowląt w długo dystansowym spaniu nocnym. Napchaj dziecko wieczorem - nie wstanie w nocy jeść, jak już wstanie to daj wodę - odzwyczai się od jedzenia w nocy, daj syrop - uśnie raz dwa, nie reaguj na płacz - oduczy się wołania matki...
          Jeśli 2 latek ciągnie z butli mleko bo tak a nie inaczej, a ni widać ni słychać u niego objawów próchnicy butelkowej, to po cholerę mówić że matka ma problem? Boisz się że zostaniesz w drodze losowania wyłoniony jako sponsor ewentualnych kosztów leczenia dentystycznego?
          Smok, temat rzeka... Dasz źle, bo trzeba oduczać, nie dasz dziecko cmokta paluszki, troczki od bluz czy inne zamienniki. Wiadomo smok to zło, bo zgryz, bo mowa, bo nałóg... A jakoś żaden dorosły smoka nie ciuma, a są tacy co obgryzają paznokcie, memlają końcówki długopisów, ołówków... Ba! Ssą kciuk do snu, za dewiację nikt tego nie uważa. A smok ciągle w legalnej sprzedaży. 
           Nocnik, kibelek... Bo 2 latek nie woła, albo woła ale nie tak jak trzeba, bo 2latek już za duży na pieluchę... Norma według lekarzy moczenia dziennego to 3l, nocnego 5l. A zdarza się i starszym maluchom "nie zdążyć". Mamilla niema nic przeciwko sadzaniu kilku mc dzieciaków na nocnik ( jeśli już same siedzą, of course ;), choć nie widzi w tym sensu, a czego ktoś ma "ale" że 2 latek jeszcze z pieluchą biega? Przecież nikt od nikogo nie wyłudza na ten proceder kasiory.

           Matki idealne szukają problemów u innych matek, tych niby nie idealnych. Matki wiedzące wszystko i znające się na wszystkim, tresują malucha według własnego widzi mi się. Zapominają że dziecko to nie lalka na baterie, że jak im się wymknie spod kontroli i zabawa nie idzie po ich myśli to robią "off" i już, po kłopocie. A zabawa nie przewiduje " awarii" w postaci chorób i odstępstw od normy.

           Nie masz problemu z tym że jesteś dla malucha w dyspozycji prawie 24/h na dobę? Nie masz problemu z tym że Twoje życie w większości uzależnione jest od dzieciaków? Że musisz się czasem, a nawet i często "dostosować" do malucha? Że kosztem snu, życia intymnego, zawodowego, osobistego czy wszystkich ich na raz zdecydowałaś się stać matką? Oj... Masz problem... ;)

Ps. Wiadomo że wszelkie "głupie" pomysły matek "chcących za dobrze" trzeba delikatnie mówiąc prostować, adekwatną wiedzą i nauką, tam gdzie jest taka konieczność, ale należy wyważyć w którym momencie zaczyna się tworzyć problem tam gdzie go niema :)

czwartek, 11 czerwca 2015

Mamilla nie zdążyła..

          Wiadomo o co chodzi, nie? Reklama, kampania, manifest... Zwał jak zwał, burza niczym tajfun przeszła przez internet. Posypały się hejty, gromy i inne epitety. Mamilla miała się nie odzywać, bo to nie ona byłą grupą docelową. Ale cóż no najwięcje do powiedzenia właśnie mają te grupy zainteresowanych, których całe to "zmuszanie" nie powinno zupełnie interesować. Why? A dlatego że albo już ktos ich kiedyś "zmusił" i dawno są matkami, albo nie są i nie będą matkami w najbliższym czasie bo nawet nie mają stałych partnerów żeby coś podziałać w tej kwestii. Ba! Odezwali się przeciwnicy posiadania dzieci, zagorzali fani bycia bezdzietnym - ok, ich wybór, nie każdy ma powołanie, nie każdy musi, nikt na siłę nie zapładnia.
            Z autopsji Mamilla wie że najwięcej " nie stać mnie" słychać z ust ludzi zamożniejszych, lepiej sytuowanych. A to dlatego że w ich mniemania "nie stać mnie" = "nie zbywa mi". A no nie zbywa... Bo to trudny wybór, kiedy trzeba rozważyć "odkładanie" na dziecko, a zakup nowszego modelu auta. Kiedy to "nie stać mnie" = "nie mam dodatkowego pokoju w apartamencie". No ale nie o tym...
            Nie wie Mamilla czy komuś przyszło do głowy, że spot skierowany jest do osób wąchających się w kwestii posiadania dzieci. Abstrahując od tego że w reklamówce jest tylko kobieta, problem dotyczy par, małżeństw. Kobiety często właśnie w wyścigu szczurów odkładają wszystko na ostatnią godzinę. Ale kiedy jest ta ostatnia godzina naszej fizjologii rozrodczej? A no właśnie i tu rodzi się pytanie, czy te odkładające choć chcące posiadać dzieci kobiety nie mają swojego " czasu" już za sobą.  No i pretensje do kogo? Raz się jest młodym, raz się dorasta i niestety okres płodności też jest ograniczony. Zostań matka kiedy chcesz, ale nie oszukasz organizmu. Po 40stce wiele kobiet już czeka na wnuki, a nie stara się o pierwsze dziecko.
          Mamilla nie namawia, nie neguje, nie kwestionuje... Nie krytykuje, nie hołduje, nie przyklaskuje... Każdy człowiek dokonuje wyborów w życiu, każdy ma prawo żyć i żyje jak chce. Masz wybór to super! Wiele osób go nie ma... Wiele osób chce, a nie może, inne nie chcą a zostają matkami, inne chciałyby ale nie mają możliwości, inne nie mają powołania, jeszcze inne mają powołanie za dwoje. Wciąganie w to polityki rodzinnej, pro rodzinnej i innej takiej która praktycznie i teoretycznie nie jest doskonała w naszym kraju to już inna bajka. Wiele osób zapomniało że w latach 80tych nie było w ogóle wspierania rodzin, socjali z racji urodzenia dzieci i innych gratisów, a standardowe pytanie u ginekologa na dzień dobry po stwierdzeniu ciąży, brzmiało: " to co? donosimy i urodzimy, czy usuwamy?".
          Społeczeństwo się starzeje, dzieci nie znajduje się w kapuście, z drugiej strony samą miłością się ich nie wykarmi. Ale co niektórzy hejtujący temat piszą że " teraz nie opłaca się rodzić dzieci...", a to dzieci się hoduje jak świnie na  ubój? Czy z posiadania dzieci są jakieś nad przeciętne korzyści, o których Mamilla niema pojęcia? Po nocy tkają złoto ze słomy czy jak? Troszkę brak w tym rozsądku...
          Gdyby Mamilla do tej pory rozważała czy ją "stać" na dziecko, zapewne dalej tkwiła by w martwym punkcie. Brak chałupy, brak magisterki. brak pensji z czterema zerami na koncie... Od tamtej pory nie wiele się zmieniło, ale Mamilla ma Steff, a Steff jest warta wszystkiego, i ją nie obchodzi że Mamilla niema magistra, że nie pływają w kasie, że nie mają (jeszcze) domu z kilkoma sypialniami. A dziecko chowa się nad wymiar dobrze, nawet bez wsparcia tej całej polityki pro rodzinnej. Ale jak Mamilla pisała spot nie był skierowany do niej ;) 


piątek, 5 czerwca 2015

Nienawidzę... Wrrr...

Za co Mamilla nienawidzi miasta i blokowisk?

- Za ściemniających sąsiadów
"No nie możliwe żeby u nas grała muzyka... U nas wszystko wyłączone" - 5min Mamilla stoi pod drzwiami i słucha, dla pewności. Muzyka milknie wraz z bimbnięciem dzwonka do drzwi. 

- Za niekulturalne towarzystwo w czasie jazdy MPK
"O ja pier... Co za ku..." itp itd... Zwykłą rozmowa nastolatków w komunikacji miejskiej, jada sami, nie liczy się nikt i nic. Co tam staruszki, co tam małe dzieci, ważne aby się popisać znajomością jak największej ilości epitetów. O "ludziach dyskotekach" i ich mini głośniczkach i muzie z komóry Mamilla nie wspomni.

- Za psy, bez smyczy bez kagańców, sikające i srające gdzie popadnie... W sumie Mamilla nie lubi właścicieli tych psów, bo pies to pies, robi tam gdzie mu pasuje. 
Widok psa przechadzającego się po aptece za plecami robiącej zakupy właścicielki... Bezcenny i odpychający.


- Za brak prywatności
Oni słyszą co Mamilla robi w kiblu, nawet  jeśli tylko robi to co tam się robi. Mamilla słyszy co ONI sobie i kiedy golą, piorą, zmywają, gotują... 

- Za dresów, imprezowiczów, panienki lekkich obyczajów 
A co tam że 2ga w nocy, niech się osiedle całe bawi. Nie ważne że człowiek śpi po ciężkim dniu, nie ważne że zaraz musi wstać. Ważna jest zabawa, muza i darcie pyska. Ważne jest że RKS i inne Arki... Alkohol power! Niech inni co robią na Wasze zasiłki, wyśpią się po śmierci.

- Za poczucie "więzi społecznej" 
Odpowiedzialność za wychowanie cudzych dzieci, o którym Mamilla pisała w jednym z postów. A za razem poczucie tego że "każdy sobie rzepkę skrobie". Jesteś w ciąży? Twoja wina! Stój w kolejce jak inni nie wychylaj się! Starość Cię dopadła? A zgnij w tej poczekalni, bo masz czas. Że z dzieckiem na zakupy wyszłaś? Twój problem, najwyżej Ci zwieje zanim dojdziesz do kasy. Nadmieńmy że stoisz matko, do kasy z pierwszeństwem ;) 

Cud miód  i orzeszki... Mamillę na bezludna wyspę! Zrzucicie się na bilet? ;>


niedziela, 31 maja 2015

Sałatkowy terror....

                Steff wpiernicza rosół. W sumie to same kluski, ale ubabrane w tłuszczyku lepiej się łyka niż suche. Przy okazji może i wciągnie trochę wody o smaku kurczaka. Wchrzania aż jej się uszy trzęsą, dużą łyżką, bo małej ciotka zapomniała podrzucić. Trochę przypraw, zioła... Klusków coraz mniej, Gadzina daje znać Mamilli, aby swoją łyżką narzuciła na jej łyżkę resztki ześlizgujących się do miseczki makaronowych niteczek. Mamilla cieszy się że dziecko je, nawet ten cienki rosół,  bo czasem nie je wcale. Z racji imprezy rodzinnej obok przy stole zasiada chłopiec, Mamilla zna go tylko ze słyszenia, dalsza rodzina gospodarzy, notabene za którą Mamilla nie przepada. Matka dzieciaka nadzoruje karmienie kilkulatka, 6-7? Coś koło tego. Nagle dzieciak mało nie spada z krzesła, odkrywa że w rosole jest marchew. Z oburzeniem wyraża swoje niezadowolenie głośnym "ja nie chcę marchewki!". Matka dzieciaka posłusznie wydłubuje intruza z miseczki i pociesza chłopca " o już, widzisz nic nie ma... możesz spokojnie jeść". Brakuje jeszcze tylko "przepraszam" ze strony zażenowanej kobiety. Mamilla kątem oka patrzy na nią żeby dostrzec jakiś cień ironii w całym zajściu, ale nie, no wszystko było tak na serio serio. Mamillowe dziecko odkłada łyżkę, szybko łapie łyk zapojki i zmyka do zabawy. Mamilla zostaje przy stole, po kluskach w miseczce ani śladu. Po chwili przed Mamillą ląduje drugie danie. Dżentelmen ze stanowiska obok lustruje Mamillowy talerz. Nagle wrzeszczy " ja też chcę! z sałatką!". Zastraszona kobieta patrzy zdziwiona na chłopca " z sałatką? no co ty? przecież nie lubisz... nie będziesz jadł... nie najadłeś się rosołem?", "Z sałatką!" ponawia "prośbę" synuś. Matka posłusznie drepcze do kuchni poprosić o "specjalną porcję drugiego". Po chwili i młody dostaje talerz jadła, z sałatką, a jakże... No i wcina tą sałatkę. Mamilla wsuwa w milczeniu, ileż by dała żeby jej dziecko chciało cokolwiek z sałatką. Steff nigdy nie chce, ale Mamilla nakłada wszystko co się należy na Gadzinowy talerz, daje wybór, bo może kiedyś w końcu niejadek skusi się na coś innego niż mięcho, czy makaron.
                  Jaki z tego morał? Matko, daj dziecku wybór! Nie lubi? Może od dziś polubi, jak ma polubić coś nowego jak na talerzu ma tylko stare, sprawdzone przysmaki. Proponuj nowości, może kiedyś się skusi na brokuły czy mizerię. Nie każdy lubi to samo, dziecko nie jest inne, też ma swoje "smaczki", ale daj mu szansę je odkryć. Najadło się? Nie je? Głodne? Przecież samo wie najlepiej, matko daj na luz...


niedziela, 24 maja 2015

Sztuka naśladowania....

            Nadchodzi taki dzień w życiu matki gdy jej maleńka córunia, zaczyna zmieniać się w nią samą. A jak? A tak.
             Mamilla stoi w łazience przed lustrem. Bezszelestnie wyciąga kosmetyki i nerwowymi ruchami wykonuje szybki make'up. Byle tylko gadzina nie oderwała oczu od świniaka w TV. Ale nie... Po chwili słuchać nawoływanie "mamooo! maaaa-mooo!". Mamilla stoi bez ruchu, może Grzyb się nie zorientuje co matka robi i gdzie. Dylemat chwili - odezwać się czy nie. Łapsko Mamilli zamiera  w bezruchu gdy dobiega ją coraz to głośniejszy tupot gołych nóżek. Mało co nie traci oka, przy pomocy szczotki do malowania rzęs, kiedy do łazienki wpada Gadzina i wrzeszczy "buuuuu!!!". Udając straszliwego dinozaura. W chwili ujrzenia matczynego ekwipunku, ustaje proces próby przyprawienia starej o zawał.  Gadzina szybko ogarnia sytuację. "Oooo... Mama! Oko, ja! Tu, o!". I już Gnida smaruje paluchami po zamkniętej powiece, wichrząc sobie rzęsiska nadnaturalnej długości. Ehhh... No weź tu teraz udawaj że nic nie robisz, jak Gad dobrze wie co i po co, i jak i z czym... Mamilla każe intruzowi zamknąć oczyska, dyskretnie zakręca tusz, końcówką opakowania  delikatnie dotyka przerośniętych, ciemnych wachlarzy. Szybkie "już" i podlotek pakuje do lustra dumny jak paw aby podziwiać swoje lico. Matka w tym czasie szybko zgarnia resztę zabawek do kosmetyczki, coby nie przyszło Gadzinie wrócić po inne upiększacze.
              Wychodzimy z domu. Mamilla w ostatniej chwili odruchowo wyciąga z torebki pomadkę ochronną, dyskretnie i szybko przeciąga nią po spierzchniętych wargach, już ma chować ją do torebki gdy czuje lekkie szczypanie w udo. Gadzina szczypie matkę, domagając się uwagi. Nic nie gada bo usta wydęła w dziurek i wymownie maźia po nim paluchem. Po chwili skomlenia, wraca Gadzinie głos: "Mamooo! Ja! Daj!". Mamilla z westchnieniem wykręca sztyft i aby, aby smaruje Steff ściągniętego dzioba. Zgryźliwie Mamilla pyta czy już. Gad potwierdza skinieniem głową, bo jęzorem zlizuje słodką chemię z buziaka, po czym klepie się po szyi i rzecze: "śale" ( czyt. szalik, szal, apaszka). A no tak... Matka nie do ubierała Gada, szybko nadrabia ten błąd bo czas leci. Sama też postanawia coś dołożyć do swojego ubioru.... Ale niema szans, Gad głośno wali pięścią w drzwi wołając "Mamoooo chooo! Dzwiiii!".



             
               

piątek, 15 maja 2015

Gloryfikacja versus użalanie się...

           Ostatnie trendy jakie Mamilla wyłapała na matczynych blogach i instagramie to zdecydowanie dwa nurty: gloryfikacja ciała matczynego i użalanie się matczyna nad stanem ciała po ciąży, porodzie, karmieniu piersią itp. Dla Mamilli oba "te trendy" są jednakowo żenujące. Why? A to dlatego że Mamilla nie rozumie jak można wychwalać pod niebiosa to ile ml mleka wyprodukowały matczyne piersi do wykarmienia w takim a takim czasie, takiego a takiego dziecka. Przecież kobiety od zawsze karmiły piersią, te co nie karmiły to miały inne od karmienia, a jak nie miały innych mamek to było mleko krowie i inne ssacze. No tak to  ktoś już wymyśli że kobiety karmią dzieciaki, zwierzątka płci żeńskiej młode i nigdy nie słyszałam żeby ktoś robił akcje w starożytnym Rzymie czy Grecji pod hasłem " pokaż ile mleka wyprodukowałaś kobieto". Chwała wilczycy! Tej od Remusa i Romulusa, no. Co jeszcze w kwestii gloryfikacji? Poród naturalny... "Chwalenie się" tym że dziecko przyszło na świat siłami natury, że CC to nie poród. Baby! Cieszcie się że dzieci macie zdrowe! Po to nosiłyście je pod sercem 9 mc ( niektóre krócej, czy dłużej) żeby mieć "niezapomniane wrażenia" z porodu? No hallooo... Nie da się sprowadzić dziecka na świat pomijając ten "moment kulminacyjny". Ty jesteś matka boś parła kilka/kilkanaście h, a Ty nie boś leżała i kwitła na sali operacyjnej czekając na "gotowe". No jak tak można? Przecież w tej kwestii niema wyjścia idealnego, są + i są - obu porodów, nigdy nie jest idealne.                  
           Pomiędzy nurtem gloryfikacji, a użalania się jest jeszcze coś co łączy te dwa stany. Gloryfikacja siebie poprzez użalanie się. Dla przykładu: "Rodziłam w bólach 20h, ale jestem dumna że urodziłam bez znieczulenia... Ale to nacięcie... Kiepska sprawa..".
             No i ten nurt "użalania się". Publiczne obdzieranie się z resztek godności i intymności. Pokazywanie "pamiątek" porodu CC - głównie blizny  po cięciu ( dodajmy że w towarzystwie prawie w całości widocznych miejsc intymnych). Ukazywanie śladów po przebytej ciąży w postaci rozstępów głównie na brzuchu ( ukazywane w towarzystwie wywalonych na wierzch cycorów i nieciekawych okolic bikini - nie wie Mamilla, może i tam się robią...). Pokazywanie zwisających piersi po karmieniu, pogryzionych sutków, naderwanych brodawek w trakcie karmienia piersią. Tak Mamilla myśli że musi zacznie ukazywać swój żal z zaistniałego faktu i opublikuje zdjęcia swojej blizny po nacięciu krocza, bo jeszcze tego nikt nie pokazywał. A  butelkowo - cycowa wojna? A starcie na linii gotowanie dla malucha a słoiczki? No ludzie...
            Sorry kobietki jeśli kogoś uraziły Mamillowe wywody, ale ileż można niechcący natykać się na takie kwiatki w sieci, i to w miejscach w ogóle nie związanych z tematem ciąży, porodu czy parentingu. Każda historia macierzyństwa jest inna, ale pewne sprawy powinny zostać tylko w domowym zaciszu, chroniąc naszą intymność i godność, co komu pomoże publiczne pokazywanie tego czy tamtego, zmniejszy nam się blizna? Cycki podskoczą w górę? Dostaniemy medal za bycie hiper, super matką za ilość wyprodukowanego mleka, czy naukę szybkiego sadzania na nocnik? I tak ocene za to jakimi jesteśmy matkami wystawią nam nasze dzieci a nie Pani Kasia z FB, czy inna nieznajoma z Instagramu. 
           A na koniec tak dla odmiany. Myślicie że tatusiowie też mają swoje "ciche wojny"? Np. w kwestii poczęcia dziecka? Że jak klasycznie to cacy a od tyłu to już poczęcie do du...?

niedziela, 10 maja 2015

Histeryczko, giń!

          Po raz kolejny Steff rozlewa na stolik sok z kubeczka, rozmazuje palcem plamę i lepiącymi się łapskami chwyta plastikowe garnuszki, po czym zatapia je w fioletowej kałuży. Sok z cieka ze stolika na dywan, kapie z małych łapek na bluzeczkę, nadmiar zostaje wytarty w gaciorki, pojedyncze krople lądują na skarpetkach. Mały kubeczek soku w magiczny sposób rozmnaża się w hektolitry lepkiego, uporczywego płynu, Gadzina prawie w nim pływa, a na pewno pływają zabawki na stoliku.  Mamilli puszczają nerwy, taki dzień jeden na jakiś czas kiedy małe "coś" podnosi ciśnienie i rośnie do rangi problemu międzynarodowego. Innym razem Mamilla by dała Gadowi do zabawy preparowany ryż i w nosie miała że będzie go  godzinami wydłubywać pazurami ze wszelkich, niedostępnych dla odkurzacza szpar w chacie. Ale nie... Nie dziś. Dziś dzień histeryczki, jedno spojrzenie i Mamilla ma milion myśli w głowie, a  wszystkie na "k" i "ch" + kilka innych równie nieodpowiednich do wieku sprawcy owej "tragedii". Ostatnie resztki przyzwoitości pozwalają żeby z Mamilli ust wyrwało się tylko głośne ryknięcie + słowotok a pro po zaistniałej sytuacji, bo co to to matka nie mówiła, nie tłumaczyła, bo jak to Steff mogła, co ona zrobiła, jak wygląda, ile od prania, ile do wycierania + w głowie po każdym wyrzucie słowo na "k". Steff patrzy na matkę jak na zjawisko nie z tej ziemi, rączki wyświnione jaku świnki zwisają bezwiednie, buzia z zaznaczonym fioletowym uśmiechem wokół ust otwiera się i zamyka raz po raz, oczka wielkości 5zł zachodzą mgłą. Mamilla w końcu przestaje ochrzaniać małego chemika. Kuca i na spokojnie znów zaczyna tym razem lament: - Steff... Ile razy mówiłam że nie można się tak bawić piciem? Dziecko... Mamilla przestaje gadać, bo w tym momencie Gad podchodzi i obejmuje Mamillę z całej siły, lepkie rączki wczepiają się w Mamillową szyję, małe stópki wspinają się na matczyne kolana. Trollson odrywa się od matki, patrzy na zdębiałą staruszkę i rzecze: - Mamo! Ko-chooo... (po Steffowemu "kocham"), i znów smaruje matkę lepkimi ręcami tym razem po rozwrzeszczanej gębie, po czym zeskakuje z histeryczki, pędzi do kuchni i wraca ze ścierką do wytarcia stołu. I kto tu jest dorosły? Mamilla musi nie.


wtorek, 5 maja 2015

Jak dyscyplinowć dziecko...

1. Metoda na szantaż

- Steff układasz jeszcze te puzzle? Pyta niby od niechcenia Mamilla. Nowe puzzle "Tomek i przyjaciele" w wersji XXL warlają się gdzie popadnie.
- Nieee....- odpowiada niespiesznie Steff szarpiąc się z drzwiami witryny. 
- Kotku, jak się nie bawisz to sprzątnij puzzle, pozbieraj ładnie do pudełka tak jak były - prosi stara.
        Reakcji brak, Steff wyciąga jedna po drugiej książeczki z witryny. 
- Steff, słyszysz? Pozbieraj puzzle zanim wyciągniesz kolejną rzecz do zabaw. 
- Nie! Wrzeszczy Trollson i w akcie sprzeciwu rozkopuje nogą puzzle po pokoju.
- O nie... Tak się nie będziemy bawić... - Zaczyna Mamilla - Jak nie pozbierasz zaraz puzzli, to ja je zbiorę i wyrzucę do śmieci. Co Ty na to?
        Steff stoi i myśli... Podchodzi do puzzli, zbiera wszystkie do kupki. Mamilla się cieszy, szantaż działa. W tym momencie Steff przygarnia do siebie zebrane puzzle i ostentacyjnie wynosi z pokoju, po chwili słuchać klapnięcie drzwi szafki kuchennej. Steff wraca i wymownie patrząc na Mamillę oznajmia "Ooo!" i wraca do książeczek. Mamilla nie wierzy, idzie do kuchni, zagląda po kolei do szafek, znajduje puzzle starannie ułożone na stosie śmieci w koszu. Mamillowa szczena opada na brudną podłogę.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Kłam Pinokio... Kłam!

            Wszyscy wiemy że kłamstwo ma krótkie nogi. Poza tym  jakoś to tak niemoralnie okłamywać, czy nawet oszukiwać własne dziecię... Mamilla o tym wie, niestety ale i tak zdarza jej się naginać prawdę ile się da. Bo czyż tonący brzytwy się nie chwyta?
             Mijamy super hiper... Już z daleka po oczach biją neony i kolorowe bilbordy. Nie da się ominąć wszystkich super, hiper, sam sram tadam... bo by człowiek do domu nie dojechał przez 2 dni.  Steff jak na zawołanie zaczyna lament. 
- Mamooo! Tam! Ja!!! Tammm!!! - drze się skrzeka, próbując rozbroić pasy fotelika samochodowego
- Oj Steff... Dziś tam nie jedziemy... - Zaczyna litanię Mamilla
 - Błeeee.... Tam!!! Łeeee... - stara się litością wymusić Gad
- Oj dziecko... Dziś już sklep zamknięty... - Łże Mamilla ignorując falę napływających zakupowiczów do jaskini wydatków. Steff niestety nie jest pryszczata na jedno oko i patrzy na starą z niedowierzaniem. W sumie Mamilla jej się nie dziwi bo tylko durny albo ślepy by coś takiego wymyślił.  Choć manewr niezamierzony i z góry skazany na porażkę to jakimś cudem skutkuje - Steff zamiera ze zdziwka i tylko lustruje wzrokiem Mamillę. 
Stary również zerka na Mamillę w lusterku samochodowym.
- Oj... Pójdziesz Ty do piekła Pinokio, oj pójdziesz... - prawi z przekąsem. 
- Ano pójdę... i to jeszcze jako wariatka...  - mruczy pod nosem Mamilla.
Jaki z tego morał? A no taki... Że kłamstwo pozwala wyjść z twarzą z pewnych sytuacji... Szczególnie z twarzą człowieka niepoczytalnego. 

sobota, 25 kwietnia 2015

Coś ty Mamillo uchodowała...

   "Pieczareczkę na domowym oborniku" - chciałoby się rzec. Steff taka mała pieczareczka, domowy grzybek. Mamilla se uhodowała okaz, nad okazy. Mały, zgrabnym, urodziwy i pyskato-wredno-bystry. 
Mamilla udaje się na posiedzenie, chwila powiedziało by się intymności. Jest intymnie ale przy drzwiach otwartych, spróbuj tylko na milimetr je przymknąć a już masz towarzystwo drące papurę pod drzwiami " Mamoooo! To jaaa! Dźwiiii!!! Więc coby uniknąć kompromitacji w oczach sąsiadów, Mamilla drzwi nie zamyka - spokój na 90% gwarantowany. Ale zostaje jeszcze 10%  szans że zaraz Gad wpadnie do kibela i będzie węszył.
- Cio to? - Gad dziubie paluchem w czystą podpaskę leżącą obok kibelka. 
- Eeee... Mamy pielucha. - Rzecze Mamilla. 
- Moja? - Pyta zaskoczona Gadzina.
 - Przecie mówię że moja... Ej noooo! Oddawaj choliro!!! - Drze się Mamilla, nie mogąc się rzucić w pogoń, gdyż kostki zgrabnie pętają jej majciory. Podpaska znajduje się 5 min później - wisi niczym trofeum nalepione na lodówce. 

- Mamo! O nieee... - Rzecze Gad zastając Mamillę na posiedzeniu. Wpycha się między Mamillę siedzącą na tronie a ścianę i obłapia wiszącą rolkę papieru. 
- Weź nie rwij bo czym się matka podetrze? He? Zmarnujesz wszystko... - Steff słucha, analizuje i po chwili ze sterty nadartego papieru urywa skrawek wielkości 1/4listka i podaje matce. 
- Yyyy chyba trochę za mało... - Ocenia Mamilla. 
- Malo??? O nie, mamo... - Odparowuje zatroskana Steff, i dokłada drugi jeszcze mniejszy skrawek papieru i podaje matce z promiennym uśmiechem.
 - OOO! Tak! Mamo! - Kiwa głową z zadowoleniem Gad i pośpiesznie oddala się z resztą papieru.

piątek, 24 kwietnia 2015

niedziela, 19 kwietnia 2015

Dress? No stress!

                    Mamilla na dziecku nie oszczędza! Wróć... Nie oszczędza na jego zdrowiu, i potrzebach pierwszych: żarciu często dużo droższym od tego dla całej familii, pieluchach które nie zsypują dupska jak mak bułki, chusteczkach jednych jedynych Lidlowych które nie odparzają i innych cudach które sprawiają że Gad nie boryka się z alergią i wysypkami nadwrażliwego małego człowieka. Mamilla oszczędza na czymś innym. Na ciuchach. Już kiedyś gdzieś u Mamilli przemknął post na blogu apropo uzależnienia od Ciuchlandów i grzebactwa. Dzięki Mamilli Steff dorobiła się mega szafy pękającej w szwach, kupionej za przysłowiowe "grosze". Stroje na różne okazje, zaczynając od zwyczajnych trampek poprzez bluzeczki, sweterki i gaciorki, kończąc na zimowych paltach i wyjściowych kiecach balowych. Steff jak na razie średnio interesuje się modą, często domaga się założenia jakiejkolwiek kiecki żeby kręcić piruety przed tv, czasem tylko wybrzydza nie chcąc założyć tego czy siego ciucha. Czasem po domy śmiga  w kaloszach, a na spacer pomknęłaby boso, czy bez gaciorów. No ale nie o tym. Co Mamilla ma z tego że dziecko ubierane w świecie z drugiej ręki zapsztala? Komfort i spokojną głowę, wewnętrzną harmonie i nie do końca wyczyszczony portfel. Żeby nie było to wiadomo, czasem dzieciakowi skapnie coś ze sklepu, ba! i "firmówka" się trafi, wiadomo czasem jest mus, czasem wypada. Zimowe buty ze Smyka do tej pory Mamilla przeżywa jak stonka wykopki, a jak człowiek pomyśli że to na jedną zimę to cierpi podwójnie. No ale, są SH które ratują oszczędnej matce tyłeczek. Mamilla przerobiła już tonę jednorazowych szmatek Steffowych na ścierki do podłogi. Bo to dziecko jadło zupkę, sosik, serek, Kubusia piło... Bo to farbami mazało, flamastrami rysowało, na kupie ptasiej siadło, na trawę się wyrąbało, dziurę w gaciach pilniczkiem wydłubało, rajstopy długopisem ozdabiało, skarpetą stoliczek sobie wytarło,  pazury lakierem malowało no i wszystko co w zasięgu pędzelka miało. Wyklejanki robiło a korektę rękawem wprowadzało, zjechało po murku i zrobiło sobie modne dziurawe spodnie, przecier z owoców robiło i ups wytarło łapki o brzuszek. Przykład z dnia minionego. Steff klęknęła na poduszeczkę z tuszem do pieczątek i jadła pomidorową, resztki zupy do tej pory zalegają śladem na fotelu. Ogólne straty znikome, sukieneczka zalana, gaciorki zaplamione, obie sztuki na szmaty. Mamilla żegna takie okazy bez żalu. Jakby miała wyrąbać  od ręki kieckę za nomen omen 50zł  i gaciorki za drugie tyle, dziecko w krótkim czasie chodziłoby nagie, bo Mamillowy portfel by nie wydolił. A tak? Dress? No stress! Zużyte, wyrzucone, zapomniane. Na szanowanie ciuchów jeszcze przyjdzie czas, na tą chwilę niech dziecko będzie dzieckiem i niech nie czuje lęku przy każdym potknięciu że matka zerwicowana papurę  będzie darła.

Ps. Takich szmatek do kurzu i zmywania podłogi, jak te z byłej Steffowej garderoby, nie kupi nigdzie ;)


środa, 15 kwietnia 2015

Oddaje Pani....?

               "Myślała Pani żeby oddać małą do przedszkola?" - pada pytanie z ust młodej mamusi, notabene w 6mc kolejnej ciąży. Mamilla duma czy oby to na bank do niej, no ale jednak tak. "Eeee... Oddać? Znaczy zapisać? No ale to za rok, jak już, jak Steff skończy 3 lata". Młoda mamusia wywala oczy. Mamilla czuje się jak jakaś starucha z przedpotopowymi poglądami. "Bo wie Pani, moja za mc kończy 2 latka i już chodzi do przedszkola żeby się przyzwyczaić, tak na godzinkę, dwie... Myślę że jak pójdzie do przedszkola to jej dobrze zrobi, jak ja urodzę to może być dla niej szok, to lepiej jak będzie z innymi dziećmi". Mamilla słucha i rozważa. Ona urodzi drugie dziecko, starsze wyśle do przedszkola, żeby lepiej się poczuło? Eee coś nie ten teges. Młodziutka ciągnie dalej trzepocząc starannie wytuszowanymi rzęsami: "Teraz w sumie na większość dnia mamy nianię, ale przedszkole to chyba lepsze rozwiązanie, oczywiście prywatne bo tam maluchy w pampersach mogą jeszcze uczęszczać no i personel lepszy. No wiadomo niania nie zastąpi... (Mamilla widzi światło w tunelu i w myślach kończy "mamy", ale po chwili jej nadziej gaśnie bo słyszy...) zabawy z rówieśnikami".  Mamilla wrzuciała drugi bieg myślenia. Zbiera do kupy wszystko co wywnioskowała z wcześniejszej rozmowy z kobitką. Ona nie pracuje, pracuje mąż. W sumie nie dziwie jej się bo jest w ciąży, z dzieckiem na spacery chodzi ale na większość dnia ma nianię. Jak się maluch urodzi to starsze odstawi do przedszkola bo... Bo właśnie? Nie będzie miała czasu dla siebie? Czy że jak? Łatwiej jej będzie ogarnąć to mniejsze? No bo na pewno nie po to wysyła dziecko do przedszkola żeby zaakceptowało nową sytuację w rodzinie. Mamilla lustruje młodą rozmówczynię, ba! nawet bardzo młodą, a oko niewiele po 20stce, Mamilla przy niej to rozlatujące się pruchno. Makijaż staranny, włosy umyte i uczesane, pomalowane paznokcie, ciuchy dobrane nie przypadkowo. Pod wózkiem gazety plotkarsko-modowe, wózek też z górnej półki. Mamilla tylko potakuje, bo co będzie dziewczynie pipszyć farmazony że ona dziecko ma dla siebie przez 24h na dobę, z przerwami na przyjazdy męża? Że niania w jej sytuacji to fikcja, a przedszkole ma być wstępem do dalszej edukacji i wprowadzenia dzieciaka do społeczeństwa, a nie "luksusową przechowalnią" z opcją zmiany pieluch dla dzieci w wieku 3 lat. Młodziutka mamusia jeszcze chciała coś dopowiedzieć ale w jej torebce zawibrował telefon, kobitka umawia się na wieczór. Mamilla pomyślała wtedy " no tak... Niania to nie głupi pomysł, można w spokoju by było pójść do fryzjera". A tak serio to Mamilla jest zdania że nie po to wydała małe cudo na świat aby ktoś inny je wychowywał i przeżywał z nim wszystkie pierwsze razy, pewne przywileje się jednak należą  rodzicom. Pomijamy tu oczywiście sytuacje wyjątkowe, kiedy to oboje rodziców pracuje itd. Ale o tak o? Nic tylko rodzić ;)

niedziela, 12 kwietnia 2015

Piaskownicowe rewelacje...

               Piaskownica. Na samą myśl robi się Mamilli słabo. Bo to  przygotować się trzeba jak na starcie wojenne, obładować niezbędnikiem każdego grzebacza piaskowego, prowiant zabrać, wodę, nastawić psychicznie na spotkanie innych matek i ich równie rządnych wrażeń dzieciaków, co nasze. Wrażenia z wyprawy są zawsze bezcenne + darmowa pamiątka w postaci pełnych piachu buciorów i sterty szmat do prania, niestety dla niektórych jest to ostatnie pranie. 
                Szorujemy na plac zabaw. Mamilla pcha  trzykołową zawalidrogę gdzie wygodnie obładowana torbami siedzi Steff, a którą to z całym dobrodziejstwem inwentarza z trzeciego piętra zniosła Mamilla ( świadoma że w drugą stronę nie będzie łatwiej). Godzina przedpołudniowa, słońce grzeje w czerep, na placu zabaw dzieciaków jak mrówków. Steff porzuca rower i drze w stronę piachu, taszczy ze sobą torbę plastikowego badziewia. Małe sępy już lustrują Steffowe klamoty, by po tym jak młoda je wywali na piach móc się na nie rzucić, jak oczywiście po chwili się dzieje. Steff drze ryjca "moje! moje!" i wyrywa sępom co się da, ale po chwili odpuszcza i wertuje porzucone w piachu "stare" zabawki przyniesione przez dzieciaki. Czyli zabawa czas start. Staruchowie w roli strażników siedzą na ławkach w okół piaskownicy, rozmowa raczej się nie klei, chyba że na poziomie rodzic - dziecko. Jak zwykle w takich okolicznościach nie może zabraknąć zakał wnoszących na plac zabaw chrupki, i inne cuksy, bynajmniej nie w potrzebie podzielenia się z innymi współtowarzyszami zabaw, czy też takich których rowerki, wózki, hulajnogi, lalki i inne "ważne" sprzęty są nietykalne i już konflikt gotowy. Steff wypatrzyła że na ławce usiadła dziewczynka wiek ok 6 lat (jak nie więcej) i w towarzystwie babci wpiernicza jej ulubione chrupki. No niestety... Stanął mały sęp i z wyciągniętą ręką woła "daj", babcia widocznie czuła na umizgi gada odpala młodej chrupka. Steff uradowana wpierniczyła jednego w całości, zanim Mamilla zdążyła dojrzeć co się święci. "Dziękuję Pani, ale proszę jej nie dawać chrupków". "Oj  tylko jednego... Tak prosiła". Se Mamilla myśli " A jasne "daj"  to i ja mogę powiedzieć i ciekawe czy byś wyskoczyła z portfela bo bym chciała". I zabiera marudzącego Trollsona od darmowe jadłodajni. Ale Gad nie daje za wygraną i znów odwala zagłodzone dziecko i już ma drugiego chrupka. Mamilla klnie pod nosem i z większym naciskiem tłumaczy babeczce że "Ona nie może jeść chrupków, bo dwa dni nie robiła kupy...". Niestety stary dokarmiacz nie zrażony niczym, dalej kusi Mamillowego sępa, a pikanterii sytuacji dodaje fakt że przyglądają się temu inne matki i ich dzieciaki, a kochana wnusia babuni dalej wżera ostentacyjnie Monstermancze. Nosz w dupsko węża... Bierzesz dzieciaka na plac zabaw żeby się pobawił, a walczysz sama ze sobą aby nerwy Ci nie puściły.  Troll w końcu odpuszcza, z ostatnim zdobytym duchem wali do piachu. A tam kolejny cyrk. Jedna z matek zbiera zabawki dziecka. Dzieciak nadmieńmy bawi się w najlepsze. Matka przegrzebuje piach. Łazi bidulka i niczym kura, nogą przegrzebuje centymetr po centymetrze piaskownicową pustynię i jej okolice. Mamilla myśli że musi co zgubiła, albo ma taki trik nerwowy. Ale nie... Z ust biduliki co raz wydobywa się pełne żalu " chyba zgubiła się twoja żyrafka...", " niestety , niema jej...", "musiała gdzieś się zagrzebać...", " naprawdę nie wiem gdzie ona jest...". Mamilla obserwuje całą sytuację. Dzieciak bawi się w najlepsze, jakimś samochodem, ignorując całą sytuację, matka łazi i gada sama do siebie. Kurde.... Wariatka? Ale ona grzebie dalej, tym razem łopatką przekopuje piaskownicę "no niestety, niema... nie będę szukać synu...". Se Mamilla myśli "jak to szukać nie będzie? Przecież przewróciła całą piaskownicę do góry nogami! No wariatka!". Po chwili kobieta odpuszcza, zbiera inne klamoty, w tym czasie jej "synuś" zagrzebuje pieczołowicie w piaskowej czeluści jakąś plastikową filiżaneczkę.